Forum Ojców

Pełna wersja: Kontakty z Ex
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.

Guest

Tatarobak pytał, czy ktoś chciałby z własnej woli się spotykać z byłym małżonkiem? Ja narazie mam tylko małżonka, a na na "byłego małżonka" to musicie mi dać jeszcze troche czasu (i nie wiem czy to wystarczy). Mimo to postanowiłam odpowiedziec na to pytanie, ponieważ zakładam, że chodzi o kontakty z byłymi partnerami niezależnie od tego czy był to związek formalny czy nieformalny.
Odpowiadam: Ja na własne życzenie spotykam się z moim byłym, bo to jest bardzo fajny facet. Ja go bardzo lubię i tylko lubię. Nie marzą mi się żadne powroty, jestem zadowolona ze swojego życia i nikt tu się nie czuje zraniony, oszukany, wykorzystany, itp. Spotykamy się regularnie z własnej woli i ciężko znaleźć sobie inny powód do spotkań, bo nawet kupiony wspólnie pies zdechł ponad 2 lata temu (pies był pod jego opieką, bo bardziej się do tego nadawał niż ja i nie widywałam psa). Nie mamy wspólnych dzieci, on ma dziecko i podobne jak Wy związane z tym problemy (właśnie dla niego czasem tu zaglądam i podsyłam mu lepsze fragmenty).
Moja obecność tutaj nie jest spowodowaną chęcią zemsty i na to niestety nie mam uzasadnienia. Na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że jego "wpadka" nie była powodem tylko pretekstem naszego rozstania. Uważam, że i tak by ten związek nie sprawdził się na dłuższą metę. Przyznaję , że to ja użyłam tego pretekstu i była to moja decyzja - czego dowodzi fakt, że nigdy się z matką swojego dziecka nie związał, nawet za cenę braku kontaktu z dzieckiem przez ponad rok od urodzenia a jego rodzice do tej pory nie widzieli dziecka. Nie czuje się też winna tej sytuacji, bo ja go na nią nie popchnęłam:-)
Jesteśmy dowodem tego, że można żyć normalnie obok siebie, jeżeli potrafimy się przyznać do pomyłki, zrezygnowąć z zemsty, zaakceptowac decyzje drugiej strony i przyznać, że ten/ta były/była to ważna dla nas osoba (inaczej nie związalbyśmy się tą osobą). Trzeba też trzymać emocje na wodzy oraz znać swoje miejsce i wtedy można chcieć takich spotkań, Tatarobaku.
Pozdrawiam

Guest

odniosłem wrażenie, że pytano o oczekiwania Żon wobec Mężów, o to przede wszystkim pytano... mogłabyś conieco podpowiedzieć skoro szczerze pytają:)
Cytat:Trzeba też trzymać emocje na wodzy oraz znać swoje miejsce i wtedy można chcieć takich spotkań, Tatarobaku.

Zacznę od ostatniego zdania... niestety tam gdzie są uczucia, tam są też emocje... Może to i dobrze, że oboje doszliście do wniosku, że pora się rozejść - uczucie się wypaliło, nic was nie łączy - można się rozejść... razem tego chcecie... I piszesz Anno, że nikt nie czuje się zraniony ani oszukany - to chyba jest sedno sprawy... możecie się szanować, bo nikt nikogo nie oszukał, nie okradł, nie zranił... i w takim wypadku możesz sobie trzymać emocje tak głęboko, jak tylko chcesz...

ale są sytuacje, kiedy ktoś się czuje mocno zraniony... kiedy ktoś komuś wyrządził krzywdę... kiedy ktoś komuś zabrał wszystko, co kochał... ktoś odszedł w sytuacji, w której nie był ważny w przeszłości ale jest bardzo ważny w teraźniejszości... i jak opanować wtedy emocje? budzisz się rano i wszystko, co kochasz zniknęło... nie zostaje ci nic poza emocjami... pytaniami i całą spiralą niefajnych rzeczy...

ty opowiadasz o waszych kontaktach i małżeństwie jak o bułce z masłem - było, nie rokowało, nie wyszło, jest świetnie... gdzie tu miejsce na miłość? to jest właśnie dzisiejsze podejście do małżeństwa - absolutnie Anno cię nie oceniam - małżeństwo to kontrakt, z którego można w każdej chwili zrezygnować... dobrze, jeśli obie strony widzą, że współpraca nie idzie... tam gdzie jest miłość - tam są emocje... a jak sami wiemy, od miłości do nienawiści droga bardzo krótka...

Cytat:Jesteśmy dowodem tego, że można żyć normalnie obok siebie, jeżeli potrafimy się przyznać do pomyłki, zrezygnowąć z zemsty, zaakceptowac decyzje drugiej strony i przyznać, że ten/ta były/była to ważna dla nas osoba

dalej - nie macie dzieci - nie ma o co walczyć... nikt nie czuje się pokrzywdzony, bo nikt nie został zdegradowany do roli odwiedzającego... nikt nie czuje się okradziony - nikt nie musi oglądać swojej rodziny w nowej konfiguracji...

nie macie też szansy żeby upokarzać siebie nawzajem... nie chcecie się mścić, bo nie ma za co... - nie wyszło - błąd, jak przejazd na czerwonym świetle... no więc tam gdzie nie ma uczuć, tam można wszystko...

dla mnie to nie była bułka z masłem... i mój synek, którego nie ma teraz przy mnie też nie jest bułką z masłem... cierpię bez niego - więc są emocje i pewnie długo jeszcze będą...

Cytat:Moja obecność tutaj nie jest spowodowaną chęcią zemsty i na to niestety nie mam uzasadnienia. Na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że jego "wpadka" nie była powodem tylko pretekstem naszego rozstania. Uważam, że i tak by ten związek nie sprawdził się na dłuższą metę.

o co chodzi z jego dzieckiem? to było przed waszym małżeństwem? w trakcie?
nie obchodziło cie z kim sypia twój mąż? bo nie rozumiem...

Edytowany przez: tatarobak, w: 2007/09/12 14:30

Guest

tatarobak napisał:
Cytat:
Cytat:Trzeba też trzymać emocje na wodzy oraz znać swoje miejsce i wtedy można chcieć takich spotkań, Tatarobaku.

Zacznę od ostatniego zdania... niestety tam gdzie są uczucia, tam są też emocje... Może to i dobrze, że oboje doszliście do wniosku, że pora się rozejść - uczucie się wypaliło, nic was nie łączy - można się rozejść... razem tego chcecie... I piszesz Anno, że nikt nie czuje się zraniony ani oszukany - to chyba jest sedno sprawy... możecie się szanować, bo nikt nikogo nie oszukał, nie okradł, nie zranił... i w takim wypadku możesz sobie trzymać emocje tak głęboko, jak tylko chcesz...

Szczerze mowiac do przyjemności to nie nalezalo. Nie poswieca sie tyle czasu osobie zupelnie obojętnej. Z czasem doszlam do wniosku, ze to chyba dobrze bylo sie rozstac. Decyzje na biezaco podjelam ze wzgledu na wlasne doswiadczenia z dziecinstwa. Mnie tez sie chyba cos od zycia nalezy?

ale są sytuacje, kiedy ktoś się czuje mocno zraniony... kiedy ktoś komuś wyrządził krzywdę... kiedy ktoś komuś zabrał wszystko, co kochał... ktoś odszedł w sytuacji, w której nie był ważny w przeszłości ale jest bardzo ważny w teraźniejszości... i jak opanować wtedy emocje? budzisz się rano i wszystko, co kochasz zniknęło... nie zostaje ci nic poza emocjami... pytaniami i całą spiralą niefajnych rzeczy...

Odczucia dorosłych osob nie sa tu wazne, dorosli ludzie maja to wszystko na wlasne zyczenie. Ja np. odczulam skutki zlego wyboru. Jak zniknelo to warto sie cieszyc, ze chociaz bylo.

ty opowiadasz o waszych kontaktach i małżeństwie jak o bułce z masłem - było, nie rokowało, nie wyszło, jest świetnie... gdzie tu miejsce na miłość? to jest właśnie dzisiejsze podejście do małżeństwa - absolutnie Anno cię nie oceniam - małżeństwo to kontrakt, z którego można w każdej chwili zrezygnować... dobrze, jeśli obie strony widzą, że współpraca nie idzie... tam gdzie jest miłość - tam są emocje... a jak sami wiemy, od miłości do nienawiści droga bardzo krótka...

To nie bylo ani malzenstwo, ani bulka z maslem. Malzenstwo jest kontraktem i tzreba sobie zdawac sprawe, ze kazdy zawsze moze sie wycofac. Wiesz, ja wyszłam za rozwodnika (on nie moze miec dzieci, wiec ich nie ma z poprzendiego malzenstwa), jego zonie tez sie wyawalo, ze slib koscileny zalatwi jej wszytkie (a wtedy jeszcze uzykanie stwierdzenia niewazności malzestwa sakramentalnego, nie bylo takie latwe jak dzis). Czasem w zyciu mozna sie przeliczyc.

Cytat:Jesteśmy dowodem tego, że można żyć normalnie obok siebie, jeżeli potrafimy się przyznać do pomyłki, zrezygnowąć z zemsty, zaakceptowac decyzje drugiej strony i przyznać, że ten/ta były/była to ważna dla nas osoba

dalej - nie macie dzieci - nie ma o co walczyć... nikt nie czuje się pokrzywdzony, bo nikt nie został zdegradowany do roli odwiedzającego... nikt nie czuje się okradziony - nikt nie musi oglądać swojej rodziny w nowej konfiguracji...

No mogalbym np. walczyc o niego, tylko z kim? No musialabym z dzieckiem i z nim, a tak sie sklada, ze nie lubie dzialan z gory skazanych na kleske. Poza tym juz nawalczylam z zona mojego ojca i jeszcze pare akcji sie szykuje (np. jakies wydarzenia rodzinne).

nie macie też szansy żeby upokarzać siebie nawzajem... nie chcecie się mścić, bo nie ma za co... - nie wyszło - błąd, jak przejazd na czerwonym świetle... no więc tam gdzie nie ma uczuć, tam można wszystko...

dla mnie to nie była bułka z masłem... i mój synek, którego nie ma teraz przy mnie też nie jest bułką z masłem... cierpię bez niego - więc są emocje i pewnie długo jeszcze będą...

Cytat:Moja obecność tutaj nie jest spowodowaną chęcią zemsty i na to niestety nie mam uzasadnienia. Na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że jego "wpadka" nie była powodem tylko pretekstem naszego rozstania. Uważam, że i tak by ten związek nie sprawdził się na dłuższą metę.

o co chodzi z jego dzieckiem? to było przed waszym małżeństwem? w trakcie?
nie obchodziło cie z kim sypia twój mąż? bo nie rozumiem...<br><br>Edytowany przez: tatarobak, w: 2007/09/12 14:30

My nigdy nie bylismy malżentwem, ale i tak mnie obchodzilo z kim sypia. Niestety tak sie niefortunnie zlozylo, ze on mnie nie zapytal o opinie w tej sprawie (pewnie zapomnial zapytac). Na mojego meza to on sie nie nadaje, ale reszta pozostaje bez zmian. To nie jest potwor. Decyzja o malzenstwie wiaze sie z odpowiedzialnoscia wobec osob trzecich. Ja moglam zostac z nim, ale wykorzystalam te okazje, zeby nawiac. Sklamalabym mowiac, ze to z powodu tej ciazy. Mysle, ze powodem byla roznica wieku miedzy nami, to chyba nie byl dobry moment na takie decyzje przez D.
Cytat:Niestety tak sie niefortunnie zlozylo, ze on mnie nie zapytal o opinie w tej sprawie (pewnie zapomnial zapytac).

już zgłupiałem... o co nie zapytał? czy wierność w związku ma dla ciebie znaczenie? na czym ten wasz związek się opierał? bo już niczego nie rozumiem...

Guest

Oczywiście, że wierność ma znaczenie. Moze juz nie analizujmy dalej tego wątku, bo to nic nie wyjaśni. Pytałeś czy można z innego powodu niż dziecko czy chęć czynienie sobie zlośliwości spotykac się z Ex - twierdze, ze mozna. Nie wierze, ze z dnia na dzien bliska osoba moze stac sie wrogiem. Czlowiek nie zmienia sie na wielu plaszczyznach jednoczesnie. Fakt, że ktoś nam sprawil przykrość, nie znaczy, że trzeba go od razu lać po łbie, skoro to i tak nic nie zmieni. Dlatego nie wierze, ze mozna przestac dostrzegac czyjes zalety, skoro byla to tak bliksa osoba.
Wiadomo, że agresja wzmaga agresje, a i tak bedziecie musieli z była zona sie o siebie wzajemnie troszczyc. Niestety to nie jest zła kobieta tylko najukochansza mamusia Twojego kochanego dziecka. Jezeli bedzie jej sie dziala krzywda, a on nie bedzie mogl jej pomoc, to po tę pomoc dla niej przyjdzie do Ciebie. Jezlei mu sie pomozesz to zaryzykuje wlasne dobro, zeby pomoc matce, a wtedy pomozesz i to biegiem. To nie prosciej od razu i po dobroci?
Jeszcze wiele razy w zyciu bedziesz musial przytulac sie z ukochana mamusia Twojego synka, np. na zdjeciach z jego pierwszej komunii. Bedziesz musial tez maszerowac z byla zona w orszaku na slubie dziecka i tanczyc z nia na weselu slodki dedykowany rodzicom utwor. Nic ludzi tak nie laczy jak wspolne dziecko. Kolejni partnerzy zyciowi musza znac swoje miejsce, bo w takich rodzinnych (rodziny dziecka) sytaucjach zazwyczaj nie ma dla nich miejsca dla drugiej mamusi i drugiego tatusia. Mowiac zle o matce sowjego dziecka sprawiasz przykrość temu dziecku, zawsze trzeba miec na uwadze, ze mowisz o jego kochanej mamusi. Twoje poczucie krzywdy jest nieuzasadnione, przeciez sam sobe wybrales zone i sam zrobiles jej dziecko, zatem do kogo mozesz teraz miec pretensje?
pomijając moje intencje, zakładasz, że druga strona - czyli była żona, ma czyste intencje w stosunku do mnie, prawda? i jest usprawiedliwiona bo? bo jest matką? tyle wystarczy? a to ja jestem przyczyną problemu?

a co się dzieje, jeśli tak nie jest? jeśli druga gra nieczysto? dalej podtrzymujesz dozgonną miłość, pomoc, przytulanie się (o fuj) i troszczenie się o siebie? (sic!).

I koszmarnie to brzmi - zrobiłeś dziecko... tak po prostu - jakbym zrobił herbatę... chyba mamy zupełnie inne emocje odnośnie męża, żony, dziecka, rodziny, miłości itd...

powiem ci Anno tylko jedno... i już nie chcę na ten temat dyskutować - nie zrobiłem dziecka, nie odszedłem, nie zdradziłem, nie oszukałem... to 'kochana mamusia' naszego dziecka pozbawiła mnie syna, zamieniła mnie na gacha, wykorzystała, oszukała itd. więc jak piszesz, że 'twoje poczucie krzywdy jest nieuzasadnione', to chyba żarty sobie robisz... koszmarne żarty...

i, że sam sobie wziąłeś żone - ha ha:)5 lat temu jakoś mi nie mówiła, że 'zakocha się' z dnia na dzień i rozpierniczy nasz dom tak po prostu... w sumie jaka krzywda? jaka wina? jaki problem? - bułka z masłem:)takie jest życie, co? no takie jest... tylko ja nie przywykłem do zgadzania się na skurw@#@@# i podłość, a już najbardziej do nieuzasadnionego okrucieństwa - tylko dlatego, że urodziło się dziecko... powinienem jej podziękować, co? i tu masz rację - dziękuję jej, że w sumie tak szybko pokazała kim jest naprawdę... zwyczajnie mnie okłamała:)

i wydaje mi się, że Ty chyba nikogo nie kochałaś... a ten związek z mężem czy nie mężem, to bardziej układ - mam rację?
Może będę dla was egoistą ale nie zgadzam się Anna, że kiedyś będziesz musiał itd................. Dla mnie ex jest matką mojego dziecka i nic poza tym!
Napewno nie będę pozował do wspólnych zdjęć, moje dziecko musi być świadome, że tatus bardzo go kocha ale niestety nie może pozować razem, napewno razem też usiąść do wspólnego stołu.
Dziecko zawsze może mieć dwie komunie a ślub jest na terenie neutralnym,
a przyjęcie weselne to może być też podwójne.
Jednym słowem nie powinno się mówić nigdy, ale na dzień dzisiejszy a jestem słownym nawet nie ma takiej możliwości abyśmy wspólnie usiedli przy stole.
Mam podobny problem moja jeszcze żona jest w ciąży i wiem że o ile na ceremonii chrztu mogę być obecny (w kościele) to na tym mój udział się skończy nie dlatego że nie jestem w stanie usiąść z nią przy jednym stole czy też pozować z nią do zdjęć, po prostu obawiam się że zostanę przez nią lub też przez jej tatusia znowu bezpodstawnie o coś oskarżony.

Guest

...a nie wydaje Ci sie Cywil1, ze to troche niedojrzałe, żeby Twoje dziecko ponosiło konsekwencje błedów Twoich i Twojej żony?
Mam pytanie czy gdyby (nie daj Boze) miał wypadek, to ma schodzic w szpitalu dwukrotnie, zebyscie nie musieli siedziec przy jednym lozku? Wydaje mi się, że dojrzałość polega na tym, zeby liczyć się z skutkami swoich dzialan. Wlasnie problem polega na tym, ze Ty nie idziesz na takie imprezy jako Ty tylko jako ojciec. Masz odegrac swoja role, ktora jestes winny dziecku i na tym sie konczy. to ze sie ludzie rozstaja czy sparwiaja sobie pzrykrośc, nie oznacza, ze musza nienawidziec. Czas pokaże czy bedziesz plasal z zona.
Moi rodzice tez sie rozstali i jakos sobie nie wyobrazam, zeby sie wzajemnie soba nie zajmowali. Troche im zajelo zanim to zrozumieli, ale juz dotarlo. Jest to normalnie, ze kiedy edno z rodzicow wymaga opieki, pomocy to dziecko bedzie to mu zapewniac, a jak nie daje rady to zwraca sie o pomoc do drugiej najblizszej osoby czyli do drugiego rodzica. Jak moj ojciec byl w szpitalu w bardzo ciezkim stanie i trzeba bylo przy nim byc (dwukrotnie sie malo nie udusil, bo ak sie nim pielegniarki opiekowaly), a ja fizycznie bylam w stanie siedziec nad nim 24/24. To jak myslisz do kogo poszlam po pomoc? Oczywiscie mogla powiedziec nie, wtedy ja bym tam siedziala. Ona tam nie poszla dla ojca tylko dla mnie.
Chyba żartujesz, ze wszytsko mozna dwuktronie powtarzac (slub, wesle, pogrzeb). Dlaczego mialoby sie to robic? Dla Ciebie i Twojej zony? Swiat nie kreci sie wokol Was. Twoje dziecko bedzie zyc, brac slub chrzcic wlasne dzieci dla siebie a nie dla Was - Rodzicow. JEZELI (tryb przypuszczajacy, bo Ci nie wierze) ma egoiste za ojca to tylko wspolczuć.

Guest

Wydaje mi sie tylkotato, ze nie ma koniecznosci, żebyś siedzial przy tym stole. Przeciez idziez do tego kosciola, zeby brac udzial w waznym wydarzeniu w zyciu swojego dziecka, a nie po to zeby se klocic z Towja zona czy jakas osoba postronna, która jest tu niewatpliwie Twoj teść.

Guest

nie za bardzo jesteś bojaźliwy?;)przecież tam będzie więcej ludzi
Przekierowanie